Polska
Tragiczna historia z potencjałem, ale bez pomysłu na wykorzystanie. Miejsce ostatniego procesu czarownic w Polsce
Tutaj odbył się ostatni proces kobiet oskarżanych o czary i konszachty z diabłem – z taką historią i mroczną tajemniczością wyspy, na której niewiasty były sądzone można stworzyć miejsce, które przyciągnie turystów. Zainteresowanych mrocznymi dziejami i zwyczajnie ciekawych nowych wrażeń. Jednak zatrzymując się w wielkopolskim Doruchowie można przeżyć jedynie rozczarowanie, a po wiedzę o głośnym procesie lepiej sięgnąć do naukowych opracowań.
Doruchów to niewielkie miasteczko. W przewodnikach książkowych oraz internetowych można znaleźć informacje, że kobiety oskarżone o czary przetrzymywane były w niewielkiej ziemiance na wyspie w parku. Tam też znajdował się most, z którego kobiety poddawano pławieniu, jednemu z elementów tortur, które miały świadczyć o nadnaturalnych zdolnościach sądzonych. Informacje o miejscu można znaleźć nawet na stronie internetowej gminy.
http://www.doruchow.pl/asp/pl_start.asp?typ=14&menu=10&strona=1
Dojeżdżając do parku trudno jednak znaleźć jakiekolwiek oznakowanie, czy parking. Dlatego zatrzymaliśmy się na poboczu bocznej drogi i ruszyliśmy przed siebie. Park zgodnie z modą niekoszony, ale niekoszony a zaniedbany to dwie różne rzeczy i ten w Doruchowie, który może zachęcić przejeżdżających do zatrzymania się by zobaczyć miejsce ostatniego wielkiego procesu kobiet oskarżanych o czary prezentuje raczej te drugą wersję. Nawet trudno wytłumaczyć to chęcią stworzenia mrocznego klimatu.
Okrążyliśmy park i staw dookoła i dotarliśmy do mostu, być może w tym samym miejscu mieszkanki Doruchowa w 1775 roku były poddawane próbie wody. W „Procesach czarownic w Polsce w XVII i XVIII wieku” Bohdan Baranowski przywołuje opis naocznego świadka. Tekst został zaczerpnięty z „Przyjaciela Ludu” wydanego w 1835 roku.
„W sławnym procesie doruchowskim w 1775 r. pławieniem zajmował się dziedzic danej miejscowości, a już dalsze badania i wykonanie wyroku należało do sądu miejskiego, specjalnie w tym celu sprowadzonego”
Most jest zagrodzony i na samą wyspę wejść nie można. Być może względy bezpieczeństwa. Nie zmienia to faktu o braku jakiejkolwiek informacji o historii rozbudzającej wyobraźnię, na którą powołują się wszyscy uczeni w rozprawach o tej mrocznej karcie europejskiej historii. O tym w jaki sposób były przetrzymywane można przeczytać we wspomnianym już opracowaniu Bohdana Baranowskiego.
„Po próbie pławienia odprowadzono je napo wrót do więzienia na spichlerz, posadzono w beczkach, jakich do kiszenia kapusty na zimę używają. Tam nie wolno było nikomu wchodzić, jak tylko podstarościemu, mającemu nad nim dozór i sześciu ludziom, z innych dóbr umyślnie na to sprowadzonym, którzy je karmili i pić im podawali. Ciekawym byłem bardzo zobaczyć także owe czarownice. Podstarości miał syna w moim wieku: chodziliśmy razem do organisty uczyć się czytać i żyliśmy z sobą w przyjaźni. Ten na moje żądanie uprosił ojca swego, iż nas obu wziął z sobą i wpuściwszy do spichlerza, drzwi na klucz za sobą zamknął. Usłyszawszy jęczenia tych męczennic w ciemności, wydobywające się z beczek jak z podziemnych lochów, zląkłem się okropnie i straciwszy ochotę zaspokojenia mej ciekawości, zaledwo obejrzałem jedną tylko beczkę, wszystkie jednak podobnie były urządzone. Ta, którą oglądałem, stała na dwóch podstawach: w klepkach blisko dna wyrżnięta była dziura, dość duża, czworograniasta. Kobieta, wsadzona w beczkę, miała ręce i nogi z tyłu związane, które tą dziurą zewnątrz kołkiem drewnianym zatknięte były tak, że ani stać, ani siedzieć nie mogąc, przez cały czas aż do okropnej egzekucji klęczeć musiała. Każda beczka pokryta była płótnem grubym, a na boku przylepiona karteczka z napisem „Jezus!Maria!Józef! z przyczyny, aby diabli nie mieli do nich przystępu i nie uwolnili swych oblubienic od śmierci”
Odwiedzając miejsce tortur kilkunastu kobiet, które według przekazów są ostatnimi ofiarami procesów o czary w Polsce można zrobić sobie jedynie zdjęcie na mostku, który wygląda jak prowadzący do więzienia. Nigdzie nie ma tabliczki, że teren jest prywatny więc albo władze gminy nie mają potrzeby zrobienia z tego miejsca punktu odwiedzin i swego rodzaju atrakcji turystycznej lub nie mają pomysłu w jaki sposób to zrobić. A szkoda, bo czasami wystarczy niewiele. Uporządkowanie i zadbanie o miejsce, ustawienie kilku tablic z informacjami, ławek by można było odpocząć i przemyśleć dramatyczne wydarzenia jakich tragicznymi bohaterkami stały się w XVIII wieku mieszkanki Doruchowa. I może być też miejscem "żywych" lekcji historii.
Oskarżonych zostało 14 kobiet. Posądzono je o sprowadzenie choroby na dziedziczkę. Trzy zmarły w czasie procesu, pozostałe, poddane okrutnym torturom, przyznały się do spiskowania z diabłem i zostały skazane na śmierć w płomieniach.
Kobiety zostały spalone poza miejscowością. Wyroki najczęściej wykonywano jeszcze tego samego dnia a najpóźniej kolejnego po skazaniu. Stos stanął na wzgórzu między Doruchowem a wsią Piła. Stos był wysoki i podłożony drewnem oraz słomą. Według przekazów M. Wawrzeneckiego, na którego też powołuje się autor wspomnianej wcześniej monografii, stos zbudowano nad wykopanym dołem, tak by w pewnym momencie płonące kobiety zapadały się pod ziemię, co w oczach oglądających miało dać wrażenie pochłonięcia skazanych przez piekło.
Wizyta w parku nieco nas rozczarowała. Dlatego Wzgórza Czarownic nie odwiedziliśmy. Stoi tam krzyż upamiętniający ofiary procederu, który pochłonął według niektórych danych nawet 8 milionów kobiet w całej Europie. W Polsce było to nawet do 40 tysięcy. Połowa zginęła w trakcie tortur i na stosach pozostałe w wyniku samosądów.
Oficjalnie proces w Doruchowie był ostatnim w Polsce. Po nim król Stanisław August zakazał takich praktyk, ale według badaczy jeszcze długo obywały się nieoficjalne polowania na czarownice.
Przeglądaj zasoby Produkty-lokalne.pl

